Aktualności Aktualności

Martwe drewno w lesie to nie marnotrawstwo

Martwe drewno zwykle kojarzy się z drewnem przygotowanym do wywózki z lasu. Wszelkie zalegające, szczególnie większych rozmiarów, fragmenty drewna są postrzegane jako marnotrawstwo. Tymczasem niezwykle ważnym składnikiem lasu jest martwe drewno, na które trzeba spoglądać oczami ekologa, rozumiejącego subtelne relacje pomiędzy wieloma składnikami ekosystemu lasu.

„Warto wyjaśnić, że martwe drewno to pewien skrót myślowy, wszak drewno po prostu jest jako tkanka martwe. Na myśli mamy raczej leżące kłody, stojące obumarłe drzewa, dziuple, suche gałęzie i wiele innych elementów zawierających próchno” – tłumaczy prof. UPP dr hab. Paweł Sienkiewicz z Katedry Entomologii i Ochrony Środowiska Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu   oraz Prezes Polskiego Towarzystwa Entomologicznego. Zatem czy obecność w lesie próchna to marnotrawstwo? Przeliczając na kubiki opału, papierówki czy też okleinę – dla wielu – tak, to marnotrawstwo! Odpowiedź na to pytanie jest jednak zgoła inna. Należy zwrócić uwagę na jego wyjątkowe znaczenie dla lasu i nie tylko dla lasu. 

Zdjęcie przedstawia drzewo z jednym martwym konarem. Fot. Karolina Prange

Martwe drewno to warunek różnorodności biologicznej lasów

Już w szkole podstawowej uczymy się o różnorodności biologicznej, ale wiedza ta szybko nam umyka i nawet jeśli coś pamiętamy, to przekłucie tego terminu na praktykę zwykle niezbyt wychodzi. Nawet profesjonalistom! Tymczasem utrata różnorodności biologicznej, w skali lokalnej i globalnej, jest już tak szybka, że epokę, w której żyjemy, nazwano Antropocenem, kolejnym wielkim wymieraniem gatunków. W tym kontekście martwe drewno w lesie, nawet gospodarczym, nie może już być postrzegane jako marnotrawstwo. Okazuje się, że martwe drewno podtrzymuje około 30-50% różnorodności biologicznej lasów. W znacznej mierze są to owady. Tylko w Polsce to tysiące gatunków prowadzących różny tryb życia. Część z nich związana jest z martwym drewnem na stałe i nazywamy je saproksylobiontami; inne preferują martwe drewno lub wykorzystują je do zimowania, przetrwania letniej suszy itp. – to saproksylofile. A czym się odżywiają? Podobnie jak w całych ekosystemach spotkamy tu drapieżniki, pasożyty, roślinożerców, saprofagów. Z tej ostatniej grupy rekrutują się owady o szczególnych przystosowaniach do odżywiania się martwym drewnem rozłożonym przez grzyby czyli próchnojady. To wśród nich (choć nie tylko) spotkamy liczne gatunki zagrożone wyginięciem, i te które już z wielu miejsc w Europie najpewniej bezpowrotnie wyginęły.

Zdjęcie przedstawia wykrot. Fot. Karolina Prange

Próchno jest jak gąbka

Martwe drewno to także rezerwuar wody w lesie. Pewnie wiele osób zaciekawionych przyrodą, wspomina z dzieciństwa fenomen leżącej spróchniałej kłody.  Zwykle to miejsce dobrze uwilgotnione, czasem daje się nawet wycisnąć z próchna stróżkę wody. Przypominając sobie to doświadczenie oraz przekładając to na rozmiar zalegającego martwego drewna w lesie, warto o tym pamiętać. Próchno jest jak gąbka i ze zgromadzonej tam wilgoci korzysta też wiele organizmów. Np. płazy chętnie kryją się w takich miejscach przed suszą, podobnie jak niektóre inne drobne kręgowce czy liczne bezkręgowce. W okresie deficytów wody warto o tym pamiętać.

Martwe drewno i owady

Martwe drewno i związane z nim owady są przedmiotem badań entomologów od co najmniej wieku. „W Katedrze Entomologii i Ochrony Środowiska również zajmujemy się tym zagadnieniem pod kątem poznawczym i praktycznym” – mówi prof. Paweł Sienkiewicz, dzieląc się z nami wiedzą na temat dwóch chrząszczy, które są przedmiotem badań w Katedrze. „Reprezentują one różny stopień przywiązania do lasu o charakterze pierwotnym, co poniekąd wynika z charakteru martwego drewna jaki zasiedlają”- tłumaczy naukowiec. „Są to gatunki chronione prawem europejskim (i krajowym w związku z tym też) w ramach sieci NATURA 2000. Pamiętać jednak trzeba, że przy pomocy takich gatunków nazywanych parasolowymi, identyfikujemy także pozostałe cenne fragmenty przyrody” – dodaje badacz.

Zdjęcie przedstawia pachnicę dębową. Fot. S. Mrozek

Pachnica dębowa i jej ponad 100-letni dom

Pachnica dębowa (znana szerzej jako Osmoderma eremita, gatunek, który okazał się kompleksem kilku gatunków a w Polsce, jeśli koncepcja ta się utrzyma żyje O. barnabita), jako przykład saproksylobionta, jest gatunkiem żyjącym w wielu miejscach Polski i potrafiącym radzić sobie poza swoim pierwotnym siedliskiem. Dlaczego stał się rzadki i wskaźnikowy? Ze względu na swoje specyficzne mikrosiedlisko, które zasiedla. Żyje w dziuplach starych drzew, nie tylko dębów jak nazwa wskazuje. Są to jednak dziuple o specyficznych cechach. Objętość murszu musi być znaczna (około 20-25 litrów), odpowiednia wilgotność co wiąże się z lekkim jej ocienieniem ale nie za dużym. Do dziupli nie może się też lać woda, nie może przeschnąć. W dębach tego typu siedlisko może tworzyć się nawet przez 100-150 lat, w innych, mniej trwałych strukturach innych gatunków drzew krócej. Zawsze są to jednak drzewa stare, których niestety w krajobrazie szybko ubywa i nie mają swoich następców. Nie ma przez to nowych miejsc, które owad ten mógłby zasiedlić razem z całym dziedzictwem przyrodniczym, które mu towarzyszy (150 lat to już całkiem sporo czasu z perspektywy człowieka i szybkości zmian jakie powoduje!). „Jak zauważyliśmy podczas badań terenowych w Wielkopolsce chrząszcz ten ma nieco odmienne preferencje w lesie i na terenie otwartym (pola, łąki)” – mówi prof. Paweł Sienkiewicz. „W tym drugim przypadku chętnie zasiedla nawet stare ogławiane wierzby. Tak więc można inaczej spojrzeć na oprotestowaną akcję sadzenia żywokołów wierzb na terenie Doliny Warty pod Rogalinem. Fakt, psuje to nieco krajobraz w znaczeniu „landszaftowym” tak ważny dla artystów, choć to raczej sprawa płocha w kontekście odtwarzania siedlisk ginących wartości przyrodniczych. Majestatycznych dębów w tym terenie nie dorobimy się szybko, bo nie zadbaliśmy by one tam istniały, a naturalną rzeczą jest, że drzewa dożywszy starości rozpadną się. Wierzby rosną relatywnie szybko i dają pewną nadzieję na podtrzymanie w czasie siedlisk ważnych również dla pachnicy dębowej” – wyjaśnia naukowiec.

Gatunkiem towarzyszącym temu niechętnemu do dalekich dyspersji chrząszczowi jest równie już rzadki inny chrząszcz – kozioróg dębosz (Cerambyx cerdo). Ten akurat bezwzględnie potrzebuje starych dębów. Czy uda się ocalić jego populacje w okolicach Rogalina, w jednej z największych ostoi tego gatunku, jest raczej wątpliwe. 

Zdjęcie przedstawia kozioroga dębosza. Fot. Krzysztof Sztaba

Ginący zagłębek bruzdkowany

Innym gatunkiem badanym w Katedrze Entomologii i Ochrony Środowiska Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu jest zagłębek bruzdkowany (Rhysodes sulcatus). Owad ten z nie do końca wyjaśnionych przyczyn żyje w lasach pierwotnych i naturalnych. Już niewielka ingerencja w taki las może zainicjować proces jego wymierania. Wiemy, że w niegdysiejszych lasach Europy występował on w wielu miejscach. Dziś już z wielu bezpowrotnie wyginął, ograniczając swoje występowanie do niemal punktowego, jak np. w Polsce. Zagłębek bruzdkowany żyje w starych, dobrze spróchniałych i wilgotnych kłodach różnych gatunków drzew. Istotne jest by były to kłody duże, o średnicy powyżej 40 cm, a więc sporych rozmiarów drzew. W lasach typowo gospodarczych takich mikrosiedlisk zwyczajnie brakuje. Znaczenie ma tu historia użytkowania takiego terenu. Zatem aby utrzymać różnorodność biologiczną lasu, o którego wysokiej jakości przyrodniczej świadczy występowania zagłębka bruzdkowanego, należy zdecydowanie skoncentrować działania konserwatorskie tam, gdzie jeszcze on występuje. Przykładem takich lasów są fragmenty Świętokrzyskiego Parku Narodowego, lasy projektowanego przez społeczność miłośników przyrody Turnickiego Parku Narodowego (Pogórze Przemyskie) oraz kilka rezerwatów przyrody i pozostałości lasów naturalnych na terenie Lasów Państwowych. 

W biologii tego gatunku pojawił się również wątek wody w związku z wymaganym wilgotnym próchnem. Jakie są perspektywy zachowania tego cennego chrząszcza i jego współtowarzyszy dla przyszłych pokoleń dzisiaj nie wiadomo. Sporo zależy od tego czy uda nam się zatrzymać wodę w środowisku, mimo postępującego ocieplania się klimatu i czy włodarze lasów zechcą istotnie zadbać o dziedzictwo przyrodnicze Polski.  

„Mam nadzieję, że po przeczytaniu tych informacji choć część społeczeństwa na leżące martwe drewno w lesie spojrzy nie jak na marnotrawstwo, ale jak na troskę o  przyrodę. Z tego też względu oprócz działań związanych z monitoringiem opisanych gatunków czy tworzeniem metod jego dokonywania, włączamy się w działalność edukacyjną. Wyrazem tego jest choćby uczestnictwo w powstaniu Centrum Ochrony Pachnicy Dębowej oraz Wirtualnego Laboratorium Interaktywnego Nauczania, które mają swoją siedzibę na terenie Nadleśnictwa Łopuchówko. W nowoczesnym obiekcie muzealnym znajdują się ekspozycje wyjaśniające opisane tu zagadnienia. Spotykamy się tam też na zajęciach ze studentami oraz młodzieżą szkolną. W ten sposób staramy się, aby wiedza została spopularyzowana, a troska o otaczającą przyrodę stała się częścią życia” –kończy z nadzieją w głosie prof. Paweł Sienkiewicz. 

 

Prof. UPP dr hab. Paweł Sienkiewicz, Katedra Entomologii i Ochrony Środowiska Wydziału Rolnictwa, Ogrodnictwa i Bioinżynierii Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu, Prezes Polskiego Towarzystwa Entomologicznego

Redakcja: Iwona Cieślik, rzeczniczka prasowa UPP
Zdjęcia: Katarzyna Lesińska, Dział Marketingu i Komunikacji